| 10/2007 |
|
|
|
| 31.10.2007 | |
|
Zacznę prowokacyjnie, kto dziś w Europie liczy się bardziej – polski pracodawca, czy polski pracownik? ponieważ Europa liczy się z polską gospodarką. Oczywiście, i należy to podkreślić, pozycja naszej gospodarki nie byłaby możliwa bez udziału pracowników. Na rynku europejskim dali się poznać z dobrej strony. Jesteśmy pracowici, zdolni, pomysłowi. Jesteśmy dobrze przygotowani, co prawdopodobnie jest efektem sytuacji, którą Polska może się poszczycić –otóż mamy chyba największy w Europie odsetek absolwentów różnego rodzaju szkół. To one dają pracownikom niezbędny background, podstawową wiedzę, którą potrafią wykorzystywać i udoskonalać. Stawiam tezę: odpływ pracowników jest dla Polski niebezpieczny. Z jednej bowiem strony, jesteśmy menadżerami, fachowcami poza granicami naszego państwa i zewsząd słyszymy o galopie polskiej gospodarki, a z drugiej strony, w Polsce brakuje budowlańców, kierowców, lekarzy… Czy można przewidzieć, kiedy to się zatrzyma? Nie da się przewidzieć, kiedy to się zatrzyma i czy w ogóle tak się stanie. Proszę pamiętać, że decyzje o tym, by pracować poza granicami kraju nie mają podłoża wyłącznie ekonomicznego. Gdyby tak było, to znając charakter Polaków, znaczna ich większość wracałaby do kraju, próbując np. zainwestować zarobione pieniądze. Problemem naszego kraju jest nie tylko bezrobocie i brak ekonomicznych perspektyw na europejską miarę. Podczas moich zagranicznych podróży rozmawiam z tymi ludźmi, są przerażeni nie tylko kwestiami finansowymi, ale przede wszystkim panującym w kraju klimatem biznesowym. Nie wolno prowadzić polityki dzielącej ludzi i piętnującej tych, którzy do czegoś doszli. Polacy mają specyficzny charakter; szybko przypominają sobie jak było „kiedyś”. Młodzi ludzie nie chcą wracać do Polski, nie chcą być „deptani” przez np. aparat urzędniczy, który utrudnia życie przedsiębiorczym jednostkom. Widzą, że można żyć inaczej. Mówi się, że jeśli ktoś nie ma nic na sumieniu, nie powinien bać się np. podsłuchu. Ale zasadnicze pytanie brzmi: po co te podsłuchy, gdy nie ma konkretnych zarzutów? Bo, a nuż coś się znajdzie? Na początku naszej rozmowy odniósł się Pan do edukacji. Na ile niebezpieczna jest sytuacja, jaką mamy dziś? Mówię tu np. o zaniku profilowania edukacji, zaniku szkół zawodowych… Bezrobocie w Polsce ma charakter strukturalny. Kłopoty, które mamy, brak rąk do pracy, np. pracowników budowlanych, nie jest wyłącznie kwestią tzw. eksportu sił roboczych czy emigracji zarobkowej. To również kwestia braku odpowiedniego wykształcenia. Całkowicie padło przecież szkolnictwo zawodowe; reforma, która oddała szkolnictwo w ręce samorządów doprowadziła do tego, że to szkolnictwo po prostu obumarło. To samo z inżynierami, nie zwrócono uwagi, że budownictwo może stać się kołem napędowym polskiej gospodarki, w konsekwencji czego nie kształciło się inżynierów, których dziś brakuje. Jak można rozwiązać ten problem? Przyjechałem właśnie ze spotkania z panem prof. Michałem Seferyńskim – ministrem Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Podobają mi się pomysły pana profesora, jeśli chodzi o kwestie kształtowania rynku pracy. Jestem gorącym zwolennikiem idei tzw. studiów na zamówienie. Określone środowiska gospodarcze zgłaszałyby po prostu zapotrzebowanie na konkretnych specjalistów. Wymaga to oczywiście dopracowania tej idei również z naszej, pracodawców, strony – np. poprzez system monitorowania i prognozowania rynku pracy. Konfederacja Pracodawców Polskich przygotowuje się do tego intensywnie, chcemy stworzyć własny monitoring rynku pracy, monitoring z punktu widzenia potrzeb pracodawcy. To, co opracowuje aparat administracyjny nam nie odpowiada; wśród bezrobotnych kształci się np. 60 informatyków, a okazuje się, że zapotrzebowanie w promieniu 100 km jest na dwóch lub trzech informatyków. Znam ludzi po trzech różnych kursach, którzy wciąż nie mogą znaleźć pracy. Weźmy przy tym pod uwagę, że Polacy nie są narodem mobilnym, jak np. Amerykanie, gdzie pakuje się cały dobytek, wynajmuje mieszkanie i jedzie tam, gdzie jest praca. To trzeba wziąć pod uwagę. Ten ponad milion, który wyjechał zagranicę to wielka niespodzianka. Jak ocenia Pan sytuację Polaków-przedsiębiorców na rynku europejskim? Czy my w ogóle jesteśmy konkurencyjni? Tak, na razie jesteśmy konkurencyjni. Skutecznie odnajdujemy luki na rynku europejskim, natomiast możliwości te powoli zaczynają się wyczerpywać. Jesteśmy świadomi, że mimo bardzo wysokich kosztów pracy w Polsce, są one jeszcze stosunkowo konkurencyjne w porównaniu z innymi krajami. Wytwarzamy towary, których produkcja – w sumie z kosztami pracy – przypomina model chiński; tania, masowa produkcja przy porównywalnych niskich kosztach pracy. Ale to wkrótce się skończy. Ta droga może w pewnym momencie stać się barierą dla dalszego rozwoju polskiej przedsiębiorczości. Dlatego też kładziemy bardzo duży nacisk na gospodarkę opartą na wiedzy, na innowacyjność, na transfer technologii. Inwestycje oparte na innowacyjności są zawsze motorem dalszego rozwoju. Zdajemy sobie sprawę, że działania innowacyjne to dla przedsiębiorców duże ryzyko. Trzeba więc znaleźć taki mechanizm, który pozwoli na sukcesywne przechodzenie na innowacyjność. Trzeba przy tym pamiętać, że 99 proc. polskich przedsiębiorstw to małe i średnie firmy, z czego 95 proc. to słabe ekonomicznie tzw. mikroprzedsiębiorstwa. Trzeba zatem wypracować system kojarzenia wiedzy i nauki z biznesem, zniesienia barier i tym samym zmniejszenia stopnia ryzyka. Składa się na to wiele elementów: po pierwsze, poprawa klimatu do prowadzenia biznesu; jeśli ktoś chce myśleć strategicznie, nie może przez cały czas opędzać się od kontrolerów i tych, którzy de facto zarzynają możliwości kreatywne przedsiębiorcy. Oczywiście, interes państwa polega na tym, by w jakimś stopniu zachować kontrolę, natomiast powinny być jej granice. Wciąż chodzi mi po głowie zasada ministra Wilczka (minister przemysłu w rządzie Rakowskiego, autor najbardziej liberalnej ustawy o przedsiębiorczości z grudnia 1988 – red.) – „co nie jest prawem zabronione, jest dozwolone”. Dziś przedsiębiorca musi głęboko „kopać” w niezrozumiałych dla niego przepisach, nie stać go na wynajęcie prawników i doradców finansowych, a do tego musi jeszcze oganiać się od kontrolerów. Kiedy ma znaleźć czas na myślenie strategiczne? Ale ani polski, ani żaden inny pracodawca nie może przecież działać bez kontroli, to nie może być wolna amerykanka… To teza dyskusyjna, czy rzeczywiście nie może działać bez kontroli. Kontrola odnosi się do określonych przepisów, a my mamy inflację przepisów, „przeregulowanie” gospodarki, służące głównie temu, by kontrolerzy mieli pracę. Proszę zwrócić uwagę na proces tworzenia tzw. green fieldów, czyli inwestycji, które powstają od zera –ta procedura trwa przeraźliwie długo, a do tego przepisy te są wysoce korupcjogenne. My jesteśmy przeciwni korupcji, to jasne, ale do korupcji dochodzi wtedy, gdy urzędnik, posługujący się stworzonymi często przez siebie przepisami, niejako wymusza ten dodatkowy dla nas „podatek”. W Polsce przepisy ustalone według zasady „Każdy z nas jest potencjalnym złodziejem”. A może warto spojrzeć na to inaczej: „Każdy z nas jest uczciwy, a jeśli znajdzie się ktoś nieuczciwy, to biada mu”? Czy nie można tego procesu odwrócić, uprościć przepisy? Chyba że to pewien rodzaj walki państwa z bezrobociem – dać pracę różnego rodzaju kontrolerom. Ale jest jeden warunek – niech oni będą do tego dobrze przygotowani. Co zatem w zamian? Idźmy w innym kierunku: nie siłą, strachem, przemocą, ale doskonaleniem przepisów! Rozpoczęliśmy akcję pod nazwą „Państwo przyjazne pracodawcom”; przygotowaliśmy zgodnie ze standardem unijnym „Zieloną księgę”, w tej chwili pracujemy nad powstaniem „Białej księgi”. Na podstawie głosów ponad 17 tys. przedsiębiorczych ludzi, „Biała księga” ma pokazać elitom politycznym, w jakim kierunku powinno zmierzać państwo, by być przyjazne pracodawcom – bo ono przyjazne nie jest. Np. jesteśmy w Europie na czołowym miejscu, jeśli idzie o stosowanie wobec przedsiębiorców aresztu tymczasowego! Uważam, że aby aresztować kogoś, postawić komuś zarzut, trzeba mieć najpierw na to dowody. Później okazuje się, że biegli nie dopatrzą się żadnych uchybień. I takich przykładów jest wiele. Osławiony prezes Kluska to nie jedyna osoba, którą w ten sposób starano się zniszczyć. Państwo musi być przyjazne pracodawcom! Badania wykazały, że w każdej populacji rodzi się od 2 do 4 proc. ludzi przedsiębiorczych. Państwo musi dać im możliwości, by mogli rozwijać swój talent. A dziś okazuje się, że w opinii elit rządzących przedsiębiorczość jest czymś wstrętnym, podejrzanym, ledwie tolerowanym. Ale dowodów tego zła nie ma. Proszę na kilka chwil zamienić się w utopistę… … niestety, nie mogę tego zrobić, nie leży to w moim charakterze. Mimo to proszę, aby Pan spróbował i odniósł się do polityki rodzinnej w Polsce. Co można by było zrobić, a co można zrobić? Polskie społeczeństwo starzeje się i wywoła to określone, negatywne skutki. Dlatego rolą państwa powinno być zapewnienie takich warunków, które dałyby możliwość godzenia życia zawodowego z życiem rodzinnym. Rząd podjął wysiłek polegający na zachęceniu Polaków do posiadania dzieci oraz ułatwieniu ich wychowania. Zgadzamy się na przykład ze zmianą przepisów dotyczącą zasad korzystania ze środków zgromadzonych w Zakładowym Funduszu Świadczeń Socjalnych, która umożliwi pracodawcom finansowanie z tego funduszu kosztów ponoszonych przez pracowników na rzecz korzystania z niepublicznych żłobków lub przedszkoli. Ułatwi to nie tylko podjęcie młodym ludziom decyzji o posiadaniu dziecka, ale również zachęci pracodawców do popularyzacji i stosowania elastycznych form organizacji czasu pracy, co podniesie konkurencyjność polskich firm. Krokiem w dobrym kierunku jest również umożliwienie pracownikom korzystania w ramach ZFŚS z usług świadczonych przez pracodawcę na rzecz wypoczynku, nawet wtedy gdy są one świadczone poza granicami kraju. To jakie jest najlepsze rozwiązanie? Czy to jest w Polsce możliwe? Czy uważa Pan, że polityka ochrony pracy jest w naszym kraju wystarczająca? Tak, wystarczy zajrzeć do Kodeksu pracy.
|
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|









Państwo musi być przyjazne pracodawcom – przekonuje Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich






