06.01.2009
 
 
 


 
 

 

 

 

 



11/2008 PDF Drukuj Email
13.11.2008

 Bezwzględnie chcę skończyć z „papierową” inspekcją pracy – przekonuje Tadeusz Jan Zając, główny inspektor pracy, w rozmowie z Bartoszem Reszczykiem

Samorząd nauczył mnie umiejętności współpracy z partnerami oraz poszukiwania kompromisu. Tę formułę chcę przenieść na grunt inspekcji pracy.

Panie Inspektorze, jak czuje się Pan ponownie w fotelu głównego inspektora pracy? Co skłoniło Pana do powrotu?
Głównym powodem mojego powrotu jest chęć wykorzystania usytuowania Państwowej Inspekcji Pracy, które w skali świata jest ewenementem, czym szczycimy się jako inspektorzy pracy. Stwarza to szansę, aby podlegający bezpośrednio Sejmowi RP organ nadzoru nad warunkami pracy służył ustawodawcy wiedzą, jak ustanowiona norma prawna funkcjonuje w praktyce. Inspekcja musi wskazywać błędy, problemy wynikające z realizacji przepisów, jak również kierunki zmiany. To bardzo ambitne zadanie, ale też – w mojej ocenie – możliwe do wykonania. Samorząd nauczył mnie umiejętności współpracy z partnerami oraz poszukiwania kompromisu. Tę formułę chcę przenieść na grunt inspekcji pracy. Trzeba bowiem pamiętać, że nie tylko my zajmujemy się ochroną pracy. Co prawda, jesteśmy postrzegani jako organ wysoko wyspecjalizowany, ale to obszar, w którym działają także pracodawcy, ich organizacje, pracownicy i ich przedstawiciele, organizacje społeczne, osoby prywatne. Bardzo ważne, by wszystkie opinie zebrać i przedyskutować. Często bowiem praktycy mają więcej do powiedzenia i przygotowując np. zmianę ustawy lub ustalając normy, warto ich głosy wziąć pod uwagę. Posłużę się przykładem czasu pracy. Gros polskich firm to małe i średnie przedsiębiorstwa. Zrozumienie przez pracodawców zawiłości przepisów dotyczących czasu pracy jest właściwie niemożliwe, ponieważ nawet autorytety przedstawiają różne opinie na ten sam temat. Dlatego jestem zwolennikiem tworzenia norm klarownych, takich, których nie trzeba tłumaczyć. Ktoś, kto chce postępować zgodnie z przepisami, musi je przede wszystkim rozumieć!

Myśli Pan, że to będzie takie proste? Już tyle osób, instytucji, specjalistów chciało uprościć wspomniane zagadnienie czasu pracy

Jestem realistą. Nie jest łatwo napisać zrozumiały dla wszystkich Kodeks pracy, ale kiedy czytam akty prawne tworzone w okresie międzywojennym, to konstatuję, że jednak można. Oczywiście, świat się zmienił, ale należy korzystać z dobrych wzorców. Potrzebni są prawnicy, którzy będą potrafili przełożyć oczekiwania pracodawców i pracowników na czytelny zapis. I to na pewno nie jest łatwe, ale musimy zmierzyć się z tym problemem. Wielu pracodawców uważa, że obowiązuje tylko podstawowa norma czasu pracy, gdy tymczasem pojawiły się nowe zapisy. Jeżeli jednak te przepisy są powszechnie łamane, to znaczy, że norma jest nieczytelna, niezrozumiała i źle napisana.

Który obszar działalności PIP uważa Pan za wymagający najszybszej interwencji? Szarą strefę? Budownictwo? Zmiany legislacyjne?
Największym wyzwaniem dla Państwowej Inspekcji Pracy jest dzisiaj budowanie jej wizerunku jako organu skutecznego i przyjaznego. Każde działanie inspektora powinno być przemyślane. Ponownie posłużę się przykładem – jeżeli do zakładu pracy przychodzi inspektor pracy, to na co czekają pracownicy? Na to, że coś się zmieni na lepsze. Jeśli warunki pracy są bez zarzutu, też powinni to usłyszeć. Dziś inspekcja boryka się z pewnym dyskomfortem – ciągle jest postrzegana jedynie jako organ nadzoru i kontroli, trochę też doradczy… To „trochę” musimy znacząco rozbudować.
Z całą pewnością kwestie bezpieczeństwa i higieny pracy leżą dziś w centrum naszego zainteresowania. Tam, gdzie występuje potencjalne zagrożenie dla zdrowia i życia, gdzie warunki pracy są źródłem ryzyka – powinna się pojawić grupa inżynierów-inspektorów pracy. Nie chcę, by zajmowali się tym, czym zajmuje się służba bhp – nie chodzi więc o obecność apteczki czy instrukcji stanowiskowej – choć oczywiście na to też inspektorzy będą zwracać uwagę, ale to jest obowiązek służb bhp! Kontrolujący musi dowiedzieć się od pracodawcy, jaką kwotę przeznacza on na ochronę pracy, czy zna zagrożenia, technologię pracy, jakie formy minimalizowania ryzyka stosuje itd.
Bezwzględnie chcę skończyć z „papierową” inspekcją pracy! Rzecz nie w tym, by sprawdzić, czy pracownicy mają wykonane badania albo czy przeszli szkolenie bhp. Inspektor musi dowiedzieć się, kto badał pracownika, jaki był poziom szkolenia. Czas skończyć z „zabawą”, której wynikiem są setki tysięcy decyzji – ponad 300 tys. decyzji rocznie! Bo czy te decyzje mają jakiś wpływ na kształt rynku ochrony pracy? Cóż, ryzykuję, ale odpowiedź jest jedna – ich wpływ jest znikomy. Inspekcja pracy to nie statystyka – ona jest tylko elementem strategii, z niej musimy wyciągać wnioski.

I jakie ma Pan pomysły, by tego dokonać?
Dziś świat jest mocno zinformatyzowany. Będziemy zatem realizować ideę szybkiego i przyjaznego przekazywania informacji oraz doradztwa. Przedsiębiorcy i pracownicy powinni mieć bliższy kontakt z inspektorami pracy. Będziemy rozbudowywać poradnictwo prawne i techniczne, również za pośrednictwem Internetu i infolinii. Rozpocząłem cykl czatów z internautami – jestem otwarty na dialog, interesują mnie wszystkie opinie na temat funkcjonowania inspekcji i pracy inspektorów. Wiele z tych zamierzeń wymaga przebudowania inspekcji pracy oraz czasu i środków.

Wróćmy do priorytetów...

Zajmiemy się na pewno szkoleniem inspektorów. Oni muszą mieć najświeższe informacje o technologiach i związanych z nimi zagrożeniach. Kadra inspekcji musi być krok przed innymi, jeśli chodzi o poziom wiedzy. Nie dopuszczam sytuacji, w której inspektor pracy wie mniej o technologii w kontrolowanym zakładzie niż pracodawca. Dlatego permanentne podwyższanie kompetencji jest priorytetem absolutnym.
Jestem też zwolennikiem specjalizacji. Musimy sobie poradzić z problemem „czarnego rynku”. Nie może być tak, że inspektor pracy w ramach rutynowych kontroli będzie niejako przy okazji sprawdzał legalność zatrudnienia. Tym bardziej, że pracodawca po otrzymaniu informacji o kontroli inspekcji, natychmiast wycofa nielegalnych pracowników. Trzeba skończyć z fikcją. Chcę stworzyć wyspecjalizowaną jednostkę, która zajmie się wyłącznie legalnością zatrudnienia – we współpracy z innymi wyspecjalizowanymi organami w tym zakresie. To trudna, niebezpieczna praca operacyjna, niejednokrotnie będziemy potrzebować wsparcia, np. policji. Dysonans w PIP polega na tym, że z jednej strony, chcemy tworzyć urząd przyjazny, a z drugiej – musimy też karać.

No właśnie, na ile inspekcja w ogóle może być przyjazna? Czy jest szansa, upraszczając, że kiedykolwiek pracodawcy polubią inspekcję?

Ja w to wierzę. Praca w samorządzie nauczyła mnie szacunku dla różnorodności opinii – odrębnego zdania, światopoglądu, punktu widzenia. Nauczyłem się szacunku do inności. To, że pracodawcy nie lubią inspekcji, to nie jest ich wina. Przy całym szacunku dla pracowników PIP, to nasza wina. Nie umieliśmy dotąd, być może wciąż nie umiemy, skutecznie do siebie przekonywać. Dlatego chcę namówić pracodawców do działania na najbardziej podstawowym poziomie – jeżeli twój zakład nigdy nie był objęty kontrolą inspekcji pracy, zaproś nas. Przyjdziemy, wskażemy niedoskonałości oraz sposoby ich poprawy, bez sankcji. Ale umówimy się przy tym na rekontrolę – już na normalnych warunkach. Nie chcemy działać przez zaskoczenie. Jestem zwolennikiem umawiania się z pracodawcą na inspekcję jego zakładu. Pracodawca ma przecież wiele obowiązków, z których musi się wywiązać w określonych terminach. A jeżeli w międzyczasie coś poprawi, udoskonali, to bardzo dobrze. Po to go odwiedzamy! W tym leży sens naszego działania.
Bardzo chcę również rozprawić się anonimowymi skargami…

Ale przecież nie podejmują Państwo działań w przypadku anonimowych skarg…

Różnie z tym bywa. W anonimach jest czasem wiele interesujących rzeczy, jednak ich liczba jest tak ogromna, że paraliżuje nasze działania.
Czytelnikom miesięcznika „Praca i Zdrowie” powiem o tym po raz pierwszy – jestem po spotkaniu z szefami zaprzyjaźnionych urzędów – prezesem Wyższego Urzędu Górniczego, prezesem Urzędu Dozoru Technicznego. Spróbujemy kompleksowo spojrzeć na bezpieczeństwo pracy w różnych branżach – m.in. w górnictwie i budownictwie. Chcemy mówić o tym jednym głosem, na bieżąco realizować potrzeby i reagować.

Skoro jesteśmy przy nowych pomysłach, proszę powiedzieć, czym jest zespół „Bilansu otwarcia”?

Został powołany, ponieważ chciałbym pokazać miejsce, w jakim znajduje się urząd. Chcę, by przejrzano wszystkie procedury. Mocno zastanowiły mnie przypadki, które dotknęły inspekcję w ostatnich miesiącach – molestowanie seksualne, podejrzenie o gwałt, mobbing. Z przerażeniem obserwowałem, jak trudno było inspekcji zareagować, odnaleźć się w obliczu oskarżeń. Wyjaśnienia wymaga także problem udzielania pracownikom PIP zgody na szkolenia zewnętrzne. Chcę wyznaczyć jasne reguły; nie ma nic gorszego od nieostrych, niejasnych systemów ocen. Pracownik musi wiedzieć, wedle czego jest oceniany.

Panie Inspektorze, jest Pan za centralizacją urzędu czy regionalizacją? W ostatnich latach było kilka koncepcji.

Każdy okręg ma własną specyfikę, ludzie tam pracujący znają uwarunkowania lokalne, struktury itd. To, o co na pewno musimy zadbać, to wiążące i jednobrzmiące interpretacje prawne. Nie dopuszczam sytuacji, w których opinia prawna inspektora z Mazowsza jest różna od opinii z Pomorza. Będę się starał, by wzorem izb skarbowych, prezentować wiążące opinie prawne – a warunkiem do zaistnienia takiego stanu rzeczy jest działanie sprawnej komisji prawnej. Zdecydowałem więc, że komisja prawna PIP zostanie wzmocniona o wybitnych specjalistów prawa pracy spoza struktur urzędu.

Chciałbym zapytać o Euro 2012. Czy to duże wyzwanie dla PIP?

To ogromne przedsięwzięcie. Zapowiadam niezwykle skuteczne nadzorowanie prac przygotowawczych do Euro. Chcę korzystać z doświadczeń kolegów z Portugalii, chcę również bardzo zacieśnić współpracę z realizatorami projektów budowlanych. Cel mamy wszak wspólny. Z wielkim niepokojem obserwuję wzrost liczby wypadków przy pracy, a to ewidentne pokłosie braku szkolnictwa zawodowego na odpowiednim poziomie oraz niskiej jakości szkoleń. Człowiek niewłaściwie przeszkolony jest potencjalnym sprawcą zagrożeń – nie tylko dla siebie, ale i dla współpracowników. Gros wypadków przy pracy to wypadki spowodowane przyczynami prozaicznymi, z pozoru mało istotnymi. Często ktoś po prostu nie zwrócił uwagi pracownikowi na określone zagrożenie. Pracodawcy muszą zrozumieć i usłyszeć – między innymi właśnie ode mnie – że inwestycja w ochronę pracy jest inwestycją w firmę, w jej rozwój i pozycję na rynku. Musimy dokonać mentalnej zmiany społecznej! Trzeba zmierzyć się z tym problemem – pracodawca musi uczciwie wskazać, ile kosztuje bezpieczeństwo pracy w jego branży – to przecież on musi pokryć koszty badań pracownika, szkoleń, odzieży roboczej. Społeczeństwo musi wiedzieć, ile przeznaczamy na ochronę pracy.

Z tego, co wiem, jesteśmy pod tym względem na ostatnim miejscu w Unii…
Rzeczywiście, nie mamy się czym chwalić… Ochrona pracy to koszt. Wciąż mentalnie wydaje nam się, że koszty związane z pracą to tylko składki ZUS i płaca. Nawiązując do tytułu miesięcznika „Praca i Zdrowie”, posłużę się przykładem – wciąż jesteśmy w dobie debaty nad służbą zdrowia; trzeba powiedzieć wyraźnie – koszty modernizacji służby zdrowia to nie tylko koszty pracy; dostosowanie zakładów do bezpiecznych warunków pracy to także koszt. Jestem przy tym zwolennikiem, aby terminy na dostosowanie obiektów były realne. Jeżeli potrzebny jest rok, to nie możemy wydawać decyzji i zobowiązywać pracodawcy do poprawy w ciągu miesiąca. Trzeba jednak przy tym być konsekwentnym – jeżeli dajemy rok na poprawę warunków pracy, to nie pozwalajmy przedłużać okresu dostosowawczego o kolejny rok!

Proszę jednym zdaniem – jaka będzie inspekcja pod Pańskimi rządami?
Innowacyjna, a innowacyjność zależy od nas. Za jakiś czas będą państwo mogli stwierdzić, czy rozumiemy to słowo tak samo. Przepraszam, wyszły dwa zdania.

Dziękuję za rozmowę
 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

 
 
W najnowszym numerze
 
Redakcja
Rada programowa
Wydawnictwo
cennik_reklam
Mediadaten

    

 
 
 



hse_boczny1

 

2006 Copyright by Instalator Polski Sp. z o.o. All rights reserved.