|
„Nie bójcie się dotknąć deski klozetowej, ale zastanówcie się czy podać rękę lekarzowi” – miał powiedzieć prof. Franz Daschner, kierownik Instytutu Medycyny Środowiskowej i Higieny Szpitalnej we Freiburgu. I rzeczywiście – to na rękach białego personelu: lekarzy, pielęgniarek, instrumentariuszek, przenosi się najwięcej chorobotwórczej mikroflory.
A przecież to właśnie ręce są w szpitalach najczęściej używanym „narzędziem medycznym”. Niewłaściwa dbałość o ich dezynfekcję każdego roku sprawia, że aż 5 do 15 proc. hospitalizowanych cierpi z powodu zakażeń szpitalnych. Dla wielu z nich, zwłaszcza starszych i słabszych, kończą się one śmiercią. Prawidłowa dezynfekcja rąk – tak niewiele wystarczy, aby o 30 proc. zredukować ryzyko zakażeń szpitalnych i uratować życie wielu pacjentów. Zakażenia są jednym z największych i najgroźniejszych problemów epidemiologicznych współczesnej medycyny. Dlatego też firma Ecolab zainicjowała akcję „Czyste Ręce”, która ma na celu przede wszystkim uświadomienie wagi dezynfekcji rąk w procesie redukcji zakażeń szpitalnych. Akcja „Czyste Ręce” skierowana jest nie tylko do personelu medycznego, ale zakłada również edukację samych pacjentów oraz osób ich odwiedzających. Pomysłodawcy akcji mają nadzieję, że dzięki temu uda się obniżyć liczbę zakażonych, a także zredukować koszty antybiotykoterapii. Akcja obejmuje cykl szkoleń i wykładów dla lekarzy i pielęgniarek, zamieszczenie wizualnych „przypominaczy” oraz tablic informacyjnych z prawidłową techniką dezynfekcji rąk. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca, aby biały personel przed każdym badaniem czy zabiegiem, zamiast myć ręce wodą i mydłem, dezynfekował je środkami na bazie alkoholu. Argumentują, że ten sposób jest znacznie skuteczniejszy oraz szybszy od tradycyjnego mycia rąk. Tymczasem wciąż wielu medyków ignoruje to zalecenie. Procedury dezynfekcyjne nie są dostatecznie respektowane, gdyż ich efekty nie są widoczne gołym okiem. Poza tym część środowiska medycznego wymawia się brakiem czasu lub zbyt dużym kosztem finansowym środków dezynfekcyjnych. Główną metodą higieny rąk nadal pozostaje ich mycie. Udowodniono jednak, że zaspokaja ono zaledwie potrzeby estetyczne, ponieważ nawet mycie dłuższe – powyżej dwóch minut – nie redukuje dostatecznie mikroflory bakteryjnej. Jeśli chodzi o brak czasu na dezynfekcję rąk, to czy naprawdę 30 sekund (czas minimalny używania środka dezynfekującego) to tak wiele, by uratować życie pacjenta? Kwestia wysokich kosztów dezynfekcji rąk również daje się łatwo podważyć. Koszty antybiotykoterapii zakażeń przekraczają niejednokrotnie kilkadziesiąt a nawet kilkaset razy koszty właściwej profilaktyki. Dla przykładu: w Stanach Zjednoczonych leczenie zakażenia MRSA wynosi 27 tys. USD, podczas gdy koszt jednej dezynfekcji, która może temu zapobiec wynosi 0,02 USD. Tej właściwości nie przestrzega się niestety także w Polsce, gdzie nadal wolimy przeznaczać pieniądze na leczenie niż na profilaktykę. Aż 30 proc. wydatków na leczenie, stanowi koszt zakupu antybiotyków. Na dezynfekcję przeznacza się zaledwie 2,5 proc. finansów. A przecież – rocznie możemy zapobiec 200 tysiącom przypadków zakażeń, tylko dzięki edukacji i bez znacznych nakładów finansowych. Akcja „Czyste Ręce” potrwa do końca przyszłego roku. W ciągu dwóch miesięcy od jej rozpoczęcia swój udział w niej zgłosiło 41 szpitali z całej Polski, w których prowadzone będą wykłady edukacyjne i zajęcia praktyczne. Poparły ją autorytety z dziedziny epidemiologii i mikrobiologii z Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego, Państwowego Zakładu Higieny, Krajowej Grupy Roboczej ds. Zakażeń Szpitalnych, Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc, Narodowego Instytutu Leków oraz Stowarzyszenia Higieny Lecznictwa. Zakażenia szpitalne – plaga (nie tylko) naszych czasów Historia zakażeń szpitalnych związana jest nierozerwalnie z historią rozwoju medycyny. Mimo, że istnieją już od setek lat, nadal nie znaleziono metody pozwalającej na ich całkowitą eliminację. Występują we wszystkich krajach, niezależnie od stopnia rozwoju ekonomicznego i poziomu medycyny. Każdego roku w całej Unii Europejskiej dochodzi do zakażenia 5 mln osób. W Polsce statystyki również nie pozwalają na optymizm – zakaża się ok. 700 tys. pacjentów, z czego prawie 10 tys. umiera na skutek zakażenia. To więcej niż ginie w wypadkach samochodowych lub umiera na raka piesi. Zakażenie szpitalne polega na wniknięciu drobnoustrojów np. bakterii, grzybów czy też wirusów do organizmu pacjenta w czasie pobytu w szpitalu (niezależnie od schorzenia zasadniczego) i wywołaniu u niego reakcji – objawów zakażenia. Zakażenia szpitalne są jednym z największych i najgroźniejszych problemów epidemiologicznych współczesnej medycyny. Przyczyną zakażeń jest powszechność występowania mikroflory chorobotwórczej. Sprzyja im także wzrastająca odporność mikroorganizmów na antybiotyki, a także podeszły wiek pacjentów. Czy zatem możemy się bronić? Jak dotychczas, jedną z najskuteczniejszych metod zmniejszenia liczby zakażeń jest dokładna dezynfekcja rąk – głównego nośnika drobnoustrojów i jednocześnie najczęściej używanego „instrumentu medycznego”. Stosując odpowiednie procedury dezynfekcyjne, możemy rocznie zredukować ilość zakażeń nawet o 30 proc, co oznacza ochronę przed zakażeniem aż 200 tys. pacjentów. Sprzymierzeńcem w walce powinna być świadomość i zaangażowanie personelu medycznego oraz świadomość samych pacjentów. Nie bójmy się zapytać czy pomagający nam lekarz, pielęgniarka zdezynfekowali ręce. Pamiętajmy, że używanie rękawiczek jednorazowych nie zwalnia z obowiązku stosowania odpowiednich procedur – rękawiczki chronią głównie personel, lecz nie pacjenta! |