12/2008 PDF Drukuj Email
08.12.2008

 Patrzę na biznes nie tylko przez pryzmat zysków
- przekonuje Olga Dyżakowska, założycielka i prezes firmy „Magnus”, prezes fundacji „wbrew absurdom”, działaczką organizacji pozarządowych

Znalazła się Pani w gronie finalistów niezwykle prestiżowego konkursu Przedsiębiorca Roku „Entrepreneur of the Year”. Jedyna kobieta w tym gronie...

Nie ukrywam więc, że byłam zaskoczona.

Nasza firma to małe przedsięwzięcie, choć rzeczywiście prężnie się rozwijające. I nie porównywałabym się z innymi przedsiębiorcami wśród laureatów, którzy prowadzą ogromne koncerny, są producentami działającymi na wielu międzynarodowych rynkach, ich firmy mogą się pochwalić dużą ilością różnych certyfikatów. Ja już na swój sposób jestem wygrana.

Nie bez powodu jednak organizator konkursu Ernst & Young zaprosił Panią do finału. Ale powiedziała Pani: „nasza firma”.

Prowadzę ją z mężem Jarkiem Baranowskim. To od jego pasji zaczął się ten biznes. Jest niezwykłym konstruktorem. Swój pierwszy handbike z włókna węglowego zrobił w domowym warsztacie dla wspólnych znajomych. Notabene Jarek wraz z naszymi wieloletnimi pracownikami niedawno odebrał bardzo prestiżową nagrodę w międzynarodowym konkursie – „Konstruktora Roku 2008”.  W zeszłym roku ten tytuł zdobyli twórcy autobusu hybrydowego Solaris, chłopcy znaleźli się więc w doborowym gronie. Kontrahenci doceniają to, że jesteśmy firmą, która nie ściąga pomysłów, nie montuje na podzespołach, potrafi wykonać określony prototyp, wdrożyć go do produkcji i wykonuje wszystko od A do Z. Tym bardziej, że np. każdy handbike musi być dostosowany do indywidualnych potrzeb użytkownika – jego wzrostu, masy ciała, stopnia i rodzaju niepełnosprawności.

Handbike?

To specjalny poziomy rower dla osób niepełnosprawnych napędzany siłą mięśni rąk. Nasza firma (wraz z inwestorami obecnie działająca jako Carbon Design) zajmuje się właśnie produkcją trójkołowych rowerów wyczynowych i rehabilitacyjnych dla osób niepełnosprawnych, wózków sportowych, rowerów poziomych, reklamowych, z napędem elektrycznym i bez. Ale nie tylko, robimy również inne niekonwencjonalne rzeczy z włókien węglowych – części do tuningu samochodów, elementy nadwozia dla niemieckiego dostawcy zaopatrującego 9FF – jednej z najbardziej znanych firm zajmujących się tuningiem Porsche. Wykorzystujemy też włókna węglowe do produkcji ekskluzywnych umywalek, elementów biżuterii, scenografii teatralnych czy mebli. Pojawiają się także zamówienia związane z lotnictwem oraz bronią, ale to już objęte jest tajemnicą…

Niejako „ojcem” Państwa sukcesu był Franz Nietlispach, szwajcarski paraolimpijczyk, wielokrotny zwycięzca  zawodów handbike'owych na całym świecie.

Handbike z włókna węglowego są niezwykle lekkie, superwytrzymałe i bardzo szybkie. Gdy Franz przekonał się o tym, poprosił o więcej takich rowerów. Został też ich oficjalnym sprzedawcą na Europę Zachodnią (i zdobywcą np. w tym roku mistrzostwa Szwajcarii na naszym rowerze). Wtedy już postanowiliśmy na poważnie tym się zająć, zaczęliśmy produkcję seryjną rowerów. Oczywiście, że miałam obawy, dlatego pracowałam jeszcze jakiś czas na państwowej posadzie. W końcu wszystko postawiłam na jedną kartę i założyłam firmę „Magnus”, zdobyłam unijną dotację i zaczęliśmy realizować zamówienia, których było coraz więcej. Potem – dzięki inwestorom kapitałowym – mogliśmy sobie pozwolić na skończenie niektórych prototypów i realizację następnych, na rozwój firmy i spore inwestycje. Staliśmy się praktycznie jedynymi producentami handbike'ów z włókien węglowych w Europie. Jest podobna firma w Szwajcarii, ale ma tak wysokie ceny, że sportowców na to nie stać. Poza tym mają jeden model tego samego handbike’a od lat, dziś jest po prostu przestarzały. Teraz mamy już tyle zamówień, że nie jesteśmy w stanie wszystkich zrealizować. Bo jak już wspomniałam, każdy egzemplarz jest robiony ręcznie, na indywidualne zamówienie.

To wtedy rozbudowuje się firmę.

Chcę, by nasza firma zachowała swój rodzinny charakter. Bardzo długo budowałam zespół zapalonych, kreatywnych, zaprzyjaźnionych ze sobą osób. Oni nie nadają się do pracy przy taśmie. Ludzie to podstawa naszego sukcesu. Produkcję seryjną przetestowanych prototypów chcielibyśmy uruchomić gdzie indziej.

Czy ktoś zaskoczył Państwa jakimś nietypowym zamówieniem?

Centralny Instytut Ochrony Pracy zamówił u nas jakiś czas temu dwa modele karbonowych pośladków do testowania ergonomiczności. Prowadzę rozmowy na temat produkcji 6-metrowych kopii husarskich do filmu „Odsiecz Wiedeńska”. W zeszłym roku zgłosił się także do nas starszy pan, który chciał czterokołowy rower z napędem elektrycznym, który będzie mógł podczas wakacji z wnukami wspólnie składać. Robiliśmy również czterometrowy telefon komórkowy dla firmy reklamowej. Nasi konstruktorzy są w stanie zrealizować większość takich niekonwencjonalnych zleceń. Uważam, że w Polsce dużo jest zdolnych ludzi jak moi pracownicy, tylko ich się nie docenia. Słyszymy o nich dopiero wtedy, gdy ich patenty robią furorę na Zachodzie.

O niekonwencjonalnych pomysłach na firmę, sposobach prowadzenia jej, o wzajemnych relacjach w biznesie dużo Pani pisze. Mamy to szczęście, że od samego początku na łamach miesięcznika „Praca i Zdrowie”.

Patrzę na biznes nie tylko przez pryzmat zysków. Jakiś czas pracowałam na etacie w różnych firmach, miałam szefów, ścisk w żołądku, gdy się minutę spóźniłam, uczestniczyłam w absurdalnych konfliktach, na nic nie miałam wpływu. Dlatego wiedziałam, że tak absolutnie nie chcę.
Dając pracownikom kredyt zaufania, idąc im na rękę w niektórych sytuacjach, rewanżują się uczciwością i lojalnością. Gdy więc np. gonią nas terminy, nikt nie stoi o godz. 16 przy drzwiach, szykując się do wyjścia. Wszyscy czują się odpowiedzialni za dany kontrakt, nie chcą byśmy jako firma nawalili. Bardzo staram się dbać o życzliwą atmosferę w zespole – czasem wpadnę do firmy z garem dobrej zupy, urodziny każdego z pracowników świętujemy tortem, każdy pod choinkę dostaje specjalnie dla niego wybrany prezent. Pamiętamy o swoich rodzinach, dzieciach, zainteresowaniach, spotykamy się na ogniskach, grillach. To ludzie o niezwykłym, twórczym potencjale, ogromnie zdolni. Zrezygnowali ze swoich posad, nie satysfakcjonujących ich i zaryzykowali razem z nami. Bardzo to doceniam. Stworzenie firmy, w której człowiek się dobrze czuje jest dla mnie tak naturalne i normalne i nie wyobrażam sobie inaczej. Ale cały czas się uczę, by być dobrym szefem (śmiech).

W swoich tekstach często Pani przekonuje, że biznes społecznie zaangażowany przekłada się na wymierne korzyści. Że warto...

Oczywiście. Pracownik zmotywowany, doceniony, dobrze czujący się w zespole, czuje się częścią firmy. Stanie za nią murem. Czuje się – tak po ludzku – zobowiązany do rewanżu. Zawsze podaję przykład kobiet – pracujących matek. Warto iść na pewne ustępstwa w organizacji ich czasu pracy, ponieważ ta praca na tym nie ucierpi. Matka, jak nikt inny, potrafi zrobić sto rzeczy jednocześnie, a zarazem dobrze - ugotuje, posprząta, wypierze, wyprasuje, zaopiekuje się dziećmi i jeszcze raport przygotuje. 

Ale twierdzi Pani, że bardziej niż bizneswoman czuje się społecznikiem.

Odkąd pamiętam zawsze gdzieś działałam, coś organizowałam. Założyłam fundację „wbrew absurdom” do walki z absurdami w obszarze polityki społecznej. Skończyłam dziennikarstwo, potem politykę społeczną i w tym obszarze poruszam się najswobodniej. A pracując w różnych organizacjach – czy to w ogniskach wychowawczych, czy w Monarze, współpracując z Parlamentarną Grupą Kobiet, z Helsińską Fundacją Praw Człowieka lub Centrum Praw Kobiet – spotykałam się często z tak absurdalnymi, często tragicznymi sytuacjami, że uznałam, że nie można nie reagować na pewne rzeczy. Współpracuję też oczywiście z organizacjami osób niepełnosprawnych. Dla Stowarzyszenia Integracja np. intensywnie zbieraliśmy podpisy, aby podwyższyć kary za parkowanie na miejscach dla niepełnosprawnych i z tego co wiem obecnie można za takie łamanie prawa zapłacić 500 zł. W tej mierze jest jeszcze wiele do zrobienia. Warszawa jest nadal nieprzyjazna np. dla osób na wózkach inwalidzkich. Ostatnio sobie uświadomiłam, że moich niepełnosprawnych przyjaciół z Niemiec tak naprawdę to mogłabym jedynie zaprosić do Muzeum Powstania Warszawskiego. A to trochę niezręczne, przyzna pani (śmiech).

Jakby tego było mało, przymierza się Pani do założenia fundacji korporacyjnej.

Chcemy zaangażować się jako firma w sprawy osób niepełnosprawnych, przede wszystkim związanych ze sportem wyczynowym. Myślimy również o ekologicznym transporcie. A że robimy także nadwozia i różne elementy do superszybkich samochodów, to postanowiliśmy brać udział w akcjach na temat bezpiecznej jazdy. (27 listopada aktem notarialnym została powołana do życia fundacja korporacyjna „Fabryka spełniania marzeń” – przyp. od redakcji)

Współprowadzi Pani poważną firmę, która notabene w październiku tego roku weszła na giełdę, wychowuje małe dziecko, prowadzi i organizuje fundacje, działa w organizacjach pozarządowych, pisze doktorat na socjologii... Zapytam tak po babsku, z ogromną zazdrością – jak Pani to robi?

Przyznam szczerze, że doba ma za mało godzin.

Dziękuję za rozmowę
Dorota Nowicka

W konkursie Przedsiębiorca Roku bierze udział rocznie ok. 10 tys. kandydatów na całym świecie. Konkurs jest organizowany od 1986 r. Uczestniczy w nim ponad 30 krajów. W USA, gdzie powstała idea konkursu, określa się go mianem biznesowych Oskarów. Jury - zarówno w Polsce jak i na całym świecie - ocenia kandydatów na podstawie ich osiągnięć gospodarczych. Ponadto bierze pod uwagę przedsiębiorczość, strategię, innowacyjność oraz relacje z pracownikami i otoczeniem.

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »