Telewizja
Pracy i Zdrowia
 
 
 
 
 
 
 
 

 

Zdrowy pracoholizm PDF Drukuj Email
12.02.2009

dr Marcin Florkowski,psycholog, diagnosta-terapeuta

Zdolność do pracy jest w psychologii traktowana jako objaw zdrowia psychicznego. Z drugiej strony, wszystko, co budzi emocje, może wywoływać uzależnienie – praca też posiada taką moc. Jak odróżnić w takim razie pracowitość od pracoholizmu?

Czy Balzak lub Edison, którzy prócz krótkich okresów snu (Balzak podobno spał 4-6 godzin), pracowali właściwie całą resztę doby byli pracoholikami? Czy biznesmen, który ciągle myśli o rynkach do zdobycia, nawet biorąc prysznic, rozmyśla nad nowymi projektami, a pozbawienie go możliwości wprowadzania ich w czyn (np. wysłanie na urlop) byłoby największą karą, jest pracoholikiem? A nawet jeśli tak, to co w tym złego?
Czasem traktuje się pracoholizm jako nieładne słowo oznaczające, że ktoś lubi i umie wydajnie pracować. Bywa, że „bycie pracoholikiem” przybiera odcień pochlebczy: „jestem pracowity, lubię to, co robię, potrafię pokonać własne lenistwo i wiem, jak zarobić pieniądze”.

Szczęśliwy pracoholik
O pracoholizmie mówi się w odniesieniu do ludzi, którzy pracują więcej niż 50 godzin w tygodniu. Okazuje się, że co dwudziesty pracownik jest pracoholikiem (badania w kulturze zachodniej) i że większość takich osób jest szczęśliwa!
W psychologii pracy mówi się w związku z tym o czymś na kształt „zdrowego pracoholizmu” (przymknijmy oko na logiczną niespójność tego zwrotu), który pojawia się u entuzjastów pracy, bardzo silnie angażujących się w swój zawód, którym praca przynosi wiele satysfakcji i jest źródłem wzbogacającej stymulacji życiowej. Tacy ludzie są dobrze przystosowani, wykonywanie pracy sprawia im przyjemność, mają wspierające rodziny, wysoką autonomię, ich działalność zawodowa jest różnorodna, a obowiązki dopasowane do zdolności i umiejętności. Ten rodzaj pracoholizmu objawia się stawianiem pracy bardzo wysoko w hierarchii wartości życiowych. Ci „zdrowi pracoholicy” to ludzie, którzy lubią i umieją pracować, dlatego przeznaczają na pracę wiele czasu.
Do pewnego stopnia taki styl pracy przynosi przede wszystkim profity: pouczcie kompetencji i spełnienia, satysfakcję, większe zarobki. Także firma czerpie profity, choć straty również się pojawiają. Jedną z nich jest np. to, że bardzo silne zaangażowanie w pracę osoby mogą znacząco stresować innych pracowników, co na dłuższą metę przyczynia się do pogorszenia atmosfery w firmie.
W dodatku granica między owym „zdrowym pracoholizmem” a „pracoholizmem toksycznym” jest rozmyta. Niech przykładem będzie tu używana w psychoterapii metafora, przedstawiająca problem rozwijania się uzależnienia.

Pożreć wszystko
Dziewczynka znalazła na dworze małego, ślicznego stworka. Bardzo go polubiła. W domu czesała mu futerko, robiła miejsce do spania w swoim pokoju i przynosiła jedzenie. Dlatego stworek rósł szybko, był coraz większy i silniejszy. Tylko że rosnąc, powiększał się także jego apetyt. Dziewczynka przynosiła mu więc coraz więcej jedzenia, aż w końcu była zasapana i zmęczona. A stwór żądał więcej i więcej, zaczął wymykać się z pokoju, żeby samemu pójść do spiżarni, gdzie połykał wszystko, co wpadło mu w łapy. Gdy pożarł nawet meble i telewizor, dalej łakomie rozglądał się po pustym mieszkaniu, ale została w nim już tylko dziewczynka. Stwór wyciągnął ku niej swoje brudne łapy i zaczął rozdziewać paszczę. Dziewczynka próbowała się gdzieś schować, ale w pustym mieszkaniu nie było żadnej kryjówki. Na szczęście w tym momencie wrócili rodzice, rozcięli potwora, z którego wypadło wszystko, co do tej pory zjadł i przepędzili go z domu.
Absorbująca, satysfakcjonująca i dająca poczucie spełnienia praca to szczęście. Ludzie zaś mają skłonność do poświęcania coraz większej ilości czasu na czynności, które przynoszą korzyści albo są przyjemne. W skrajnym przypadku oznacza to przesłanianie przez pracę wszystkich innych obszarów życia. Wtedy „w mieszkaniu” nie pozostaje nic prócz łakomego stwora, a człowiekowi faktycznie może zagrozić śmierć.
Pierwszy przypadek karoshi – śmierci z przepracowania odnotowano w Japonii w 1969 roku. 29 letni japoński dziennikarz zmarł nagle po wylewie krwi do mózgu. Do ostatniego dnia świetnie się czuł i wydawałoby się, że będzie nadal mógł pracować po 20 godzin na dobę. Nic nie zapowiadało jego nagłej śmierci. To typowe: osoby, które umrą na karoshi aż do śmierci czują się dobrze, mają dalekosiężne plany i nie wykazują objawów drastycznego przepracowania – takiego jak np. ciągłe uczucie zmęczenia, depresja czy impulsywność. Jedną ze słynniejszych ofiar karoshi był premier Japonii, Keizo Obuchi, który zmarł w 2000 roku.

Prawdziwy pracoholik
Tu daje się wytyczyć jedno z rozróżnień między pracowitością a pracoholizmem: praca zaczyna być uzależnieniem, jeśli prócz niej nie ma czasu na nic więcej.
Człowiek nie może żyć szczęśliwie jedynie pracą i niczym więcej. Miłość, rodzina, pasje, hobby, zwiedzanie świata, życie społeczne, marzenia – na to wszystko potrzebny jest czas i nie da się tego zrealizować tylko w pracy. Ludzie są zbyt skomplikowani, aby móc zrealizować cały swój potencjał w tylko jednym obszarze działania. Źle, jeśli praca jest jedyną wartością, którą mamy.
Pewna moja pacjentka prowadziła swoją firmę i świetnie jej szło. Była naprawdę dobrym fachowcem i widać było, że praca daje jej wiele frajdy. Lubiła to, co robi i była ceniona. Jednak gdy przychodziły wolne dni, zawsze chorowała. Nawet jeśli był to tylko weekend, dostawała gorączki albo coś ją bolało i „przeczekiwała” wolny czas w łóżku. To była samotna kobieta, w jej życiu jedyną ważną wartością była praca. Nigdy nie brała urlopu, a soboty i niedziele były najgorszymi dniami w tygodniu. Była pracoholiczką.

Prawdziwy pracoholizm
Prawdziwy, z gruntu toksyczny pracoholizm, to jednak coś innego niż posunięte do absurdu „zakochanie się” w fajnej pracy.
Pracoholizm w swojej istocie oznacza oddawanie się pracy z powodu niepokoju wewnętrznego. Pracoholik wcale nie cieszy się, że pracuje, praca wcale nie sprawia mu satysfakcji. Pracuje, bo przeżywa wewnętrzny przymus wywiązywania się z obowiązków. Często jest też tak, że obowiązki te nie pasują do jego kompetencji, zainteresowań czy pragnień. Dlatego „prawdziwy pracoholik” żyje w ciągłym niepokoju o to, czy uda mu się sprostać zadaniom, które przed nim stają. Stąd skłonność do nieustannego trzymania „ręki na pulsie”, aby zapobiec katastrofie.
Owego poczucia przymusu bardzo trudno się pozbyć. Właściwie jedyne, co uspokaja pracoholika, to oddawanie się pracy. Dlatego życie rodzinne zostaje zepchnięte na margines, pracuje się kosztem snu, a mimo to nie znika ciągłe poczucie presji czasowej. Pracoholik bierze więc zadania domowe, przeznacza wolne dni na pracę, nie bierze urlopu lub odczuwa przymus rozmyślania o pracy.
Te osoby nie robią tego dlatego, że tak swoją pracę lubią. Im się wydaje, że „nie mają innego wyjścia”, jeśli chcą utrzymać się „na powierzchni” i wypełnić w odpowiedni sposób swoje zadania.
Ten styl życia prowadzi szybko do wyniszczenia i wywołuje szereg objawów zdrowotnych: chorobę wieńcową, wrzody, zaburzenia koncentracji, bezsenność, lęk, zaburzenia seksualne, uczucie permanentnego wyczerpania, utratę kreatywności itp.
Wiele zrobiono badań, aby wykryć kogo dotyka ten rodzaj uzależnienia od pracy. Okazuje się, że zwykle cierpią nań osoby bardzo ambitne, perfekcjonistyczne, cierpiące jednak na poczucie niedowartościowania (często nieświadome), co paradoksalnie może objawiać się kompensacyjnym traktowaniem innych z góry. Mają też duży poziom wrogości i są skłonne do rywalizacji. Jest to jednak rywalizacja wroga – zadania wykonywane są po to, aby okazać się lepszym od innych (albo nie okazać się gorszym). Sukces jest dla nich miarą wartości człowieka (zwłaszcza zaś własnej wartości). Tym osobom trudno się też wyluzować, do pracy podchodzą bardzo „sieriożnie”. Prędzej czy później wokół nich tworzy się wiele konfliktów w pracy.

Pracowitość i pracoholizm
Jak więc można wytyczyć granicę między pracowitością a pracoholizmem? Jedno z kryteriów to ilość czasu przeznaczanego na pracę. Jeśli ktoś pracuje więcej niż 50 godzin tygodniowo, powinna się u niego włączyć czerwona lampka alarmowa – należy do osób zagrożonych pracoholizmem.
Intensywne pracownie samo w sobie nie jest jednak zaburzeniem, może natomiast wyjaławiać inne obszary życia (rodzina, przyjaźnie, hobby, wypoczynek itp.) i wtedy staje się rzeczywistym życiowym problemem.
Inna granica między miedzy zdrowym i chorym oddawaniem się pracy polega na tym, jakie są motywy pracowitości. Jeśli praca jest panaceum na niepokój, poczucie pustki życiowej, wynika z przymusu i nie przynosi satysfakcji – jest to prawdziwy, toksyczny, niebezpieczny dla własnego zdrowia (i dobrostanu innych ludzi) pracoholizm.

 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »


 

W najnowszym numerze


 
cennik_reklam
Mediadaten